fbpx
Scroll to top

Rozwijanie biznesu na macierzyńskim, cz. 2

To już druga część na temat rozwijania biznesu z małym dzieckiem, domyślam się, że skoro ją czytasz, to pierwsza część (którą możesz przeczytać TUTAJ) nie ostudziła Twojego entuzjazmu. W pierwszej części przedstawiłam Ci trudności, które najbardziej dały mi się we znaki, teraz natomiast napiszę o pozytywnych aspektach tego szalonego połączenia jakim jest małe dziecko i startujący biznes.

Ustalasz priorytety

Kiedy masz za dużo na głowie (a z małym dzieckiem zawsze masz za dużo), nie da się zrobić wszystkiego. Po prostu. Czy tego chcesz czy nie, dzień się kończy, padasz na pysk i idziesz spać, a to co zostało niezrobione odkładasz świadomie lub nie, na bliżej nieokreśloną przyszłość. W takiej sytuacji prędzej czy póżniej dochodzi się do prostego wniosku: trzeba wybierać! Kiedy Twój czas się kurczy, nagle musisz wybierać czy rozpakujesz zmywarkę, czy zrobisz szkic postu na bloga. Czy poskładasz ubrania do szafy czy może pomalujesz akwarelami przez kwadrans. Czy wydepilujesz nogi czy poczytasz książkę i odpoczniesz. Cały czas trzeba wybierać.

Być może teraz pomyślisz, że to jest straszne. Ale wierz mi, wiele osób robi znacznie więcej niż jest konieczne – zwłaszcza zaczynając własny biznes. Początkujący przedsiębiorcy spędzają mnóstwo czasu na czytaniu kolejnych artykułów o zakładaniu firmy czy historii start-upowych, godzinami zastanawiają się na doborem kolorów marki itp. Dla mnie przymus wyboru okazał się zbawienny, bo przestałam się rozdrabniać i skupiłam się na tym, co dla mnie naprawdę ważne. Zarówno zawodowo jak i prywatnie. Kiedy zrozumiałam, że mam maksymalnie dwie a najczęściej pół godziny na pracę dziennie, po długim czasie (ale jednak) doszłam do wniosku, że nie chcę tego czasu poświęcać na zlecenia, tylko na budowanie swojej marki. Odmawianie kolejnym osobom przychodziło mi z trudem, zwłaszcza gdy słyszałam argument, że ktoś nie wyobraża sobie, żeby ten projekt oddać komuś innemu… Ale kiedy już podjęłam taką decyzję byłam konsekwentna i dlatego właśnie mogę teraz pisać ten post. Wcześniej, zanim pojawiły się dzieci, miałam duuużo więcej czasu, a jednak wciąż rozdrabniałam się na różne zlecenia i swoje projekty zostawiałam na koniec. Teraz nie tylko skupiam się na swoich projektach, ale dokładnie obmyślam, co jest najważniejsze i robię tylko to. I co mnie zaskakuje, okazuje się, że to jest wystarczające i że mogę pracować mniej, a wciąż mieć fajne efekty.

To Ci się może wydać idiotyczne, ale dla mnie umiejętność, która była najtrudniejsza do nauczenia i której wciąż się uczę to… umiejętność pracy w syfie. Tak. Niepościelone łóżka, sterta ubrań do poskładania, zabawki rozrzucone po całej łazience – a ja piszę. Piszę, bo jedna córka śpi, drugą zajmuje się niania i jeśli nie napiszę tego teraz, to nie ma szans, żebym potem do tego mogła usiąść chociaż na pół godziny. Ubrania mogą poczekać, zabawki mogę pozbierać z dziećmi, a łóżka… cóż, czasami do wieczora są niepościelone i jakoś żyjemy. 

Poczucie spełnienia

Nigdy bym się nie spodziewała, że mogę być tak zmęczona i zarobiona, a jednocześnie tak spełniona i szczęśliwa. (Pomijając momenty kiedy mam migrenę, albo nieprzespaną noc za sobą – wtedy klnę na czym świat stoi). Na pierwszy rzut oka, może się wydawać, że te uczucia się wykluczają, ale jednak nie. Moim niedawnym wielkim odkryciem jest przekonanie, że trudne może być fajne, a nawet fajniejsze niż łatwe. Mam teraz po prostu trudny czas. Trudny fizycznie, ze względu na niewyspanie, obolałe plecy przez noszenie dzieci, brak możlwiości długiego, pełnego odpoczynku. Trudny psychicznie, bo jednak wciąż z tyłu głowy mielę temat tego, jakim chcę być rodzicem, jak wychować swoje dzieci, czy dobre decyzje podejmuję. I trudny dlatego, że zaczynam nową wersję swojego biznesu, buduję społeczność, tworzę pierwsze produkty, testuję, nie wiem jeszcze do końca co się sprawdzi a co nie, zastanawiam się jak i ile chcę pracować, jaki model biznesowy pasuje mi najbardziej.

Wiem jednak, że rezygnując zupełnie z tworzenia swojego biznesu i skupiając się tylko na dzieciach i na domu, czułabym się niepełnie. Wiem, że są osoby, które czują się spełnione pełniąc rolę żony i matki, nie podejmując żadnej pracy, albo mając hobby. Po prostu ja tak nie mam i kiedy nie mogę pracować, ryczę jak bóbr – dlatego do poczucia spełnienia potrzebuję chociaż trochę popracować. Poza tym, wiem, że ten trudny czas, jest jednocześnie czasem naprawdę pięknym i tak właśnie staram się go odbierać.

Na nic nie czekam

Wiecie, czasami z mężem siadamy sobie wieczorem i wymyślamy, że za parę lat, kiedy małe obie będą w przedszkolu, weźmiemy wolne, zamówimy pizzę i przez kilka godzin będziemy leżeć w łóżku i oglądać filmy. Ale to jest takie pół żartem pół serio, takie na luzie. Nie ma we mnie żadnej napiętej struny oczekwiania, i ciągłego zastanwiania się, kiedy wreszcie uwolni mi się trochę czasu, żebym mogła zająć się tym, na co mam wielki apetyt czyli tworzeniem i biznesem. Oczywiście, teraz nie jest idealnie, tego czasu na moje sprawy jest mało, ale jednak jest. Odpuszczając zupełnie i obiecując sobie, że za parę lat wrócę do tematu, żyłabym w ciągłym oczekwianiu i… zgorzknieniu.

Odkładając na później nie masz gwarancji, że za parę lat będziesz miała ten sam zapał do pracy, te same pomysły i to samo spojrzenie na sprawę. Może się okazać, że zupełnie Ci przejdzie, a może odwrotnie: dojrzalsza i bardziej świadoma zaczniesz z większym rozmachem. Jestem wielką przeciwniczką odkładania marzeń na później, ale też wiem, że są momenty kiedy trzeba to zrobić i jest to słuszne rozwiązanie. Właściwie za każdym razem, kiedy dziecko było bardzo małe, (do 3 miesięcy) zupełnie odpuszczałam. Żeby móc z nim pobyć, nacieszyć się dzidziowym zapachem itd. Ale wtedy nie myślałam z żalem o tym, że z czegoś rezygnuję. Ja CHCIAŁAM to zrobić – po prostu wybrałam bycie z dzieckiem.

I dlatego od razu Ci powiem, że jeśli na urlopie macierzyńskim poczujesz, że chcesz cały ten czas poświęcić rodzinie – zrób to. Nie chodzi o to, żeby cokolwiek cisnąć na siłę. Dziecko jest małe tylko raz, a biznes możesz zacząć za rok czy za dwa. Przestrzegam Cię tylko przed wchodzeniem w rolę wiecznie zgorzkniałej cierpiętnicy, która odkłada swoje życie na później i myślami wciąż tkwi w przyszłości

Inspirujesz swoje dziecko

Możesz tysiąc razy powtórzyć dziecku, że warto być kreatywnym, spełniać marzenia, robić to, co się kocha, albo czytać książki, ale jeśli sama tego nie robisz, to nie będzie to ani wiarygodne, ani inspirujące. Bardzo często, kiedy zamiast robić obiad, siadałam do akwareli, a potem moje dziecko jadło zamiast obiadu kilka ogórków i plasterek żółtego sera, albo zupę z mrożonki – miałam wyrzuty sumienia i wtedy wracała ta myśl, że może powinnam zrezygnować ze swoich twórczych działań dla dziecka?


Wtedy przypominałam sobie, co jest naprawdę ważne. Za kilka lat nie będziemy pamiętać tego, co jadłyśmy na obiad konkretnego dnia, ale jeśli zrezygnuję z marzeń, żeby dziecko miało w domu trochę czyściej i trochę lepsze obiadki, chodząc z nosem na kwintę i czując ciężar poświęcenia… to odbije się to na nas wszystich. Nie mówiąc już o sytuacjach, kiedy matki po latach mówią dziecku: “wiesz, chciałam zrobić tyle pięknych rzeczy (nauczyć się haftować, założyć firmę, iść na studia, zwiedzić Francję) ale ponieważ się urodziłaś, to musiałam te marzenia porzucić.” Czujesz ten ciężar???

Łatwiej wycienić swoją pracę


Kiedy masz czasu na pęczki, to dodatkowy kwadrans wydaje Ci się “prawie nieczym”, ale kiedy o każde 5 minut musisz walczyć, nagle nie masz skrupułów, żeby zawołać taką stawkę, za którą będzie Ci się chciało usiąść do pracy. Nie mówiąc już o sytuacji, w której płacisz niani, żeby zajęła się dzieckiem, podczas gdy Ty pracujesz – wtedy to dopiero kalkulujesz, żeby to wszystko się opłacało. Do tego dochodzi kwestia większych wydatków, bo wiadomo, że dzieci kosztują i wiele blokad odnośnie wyceny swojej pracy wyparowuje. Przynajmniej tak było u mnie. Szybko zrozumiałam poniżej jakiej stawki nie opłaca mi się pracować i… nie pracowałam.

Dzieci to morze inspiracji

Znam wiele biznesów z akcesoriami albo ubraniami dla dzieci, których start przypadł właśnie na te pierwsze miesiące macierzyństwa. Dzieci mocno inspirują. Potrzebujesz czegoś i nie możesz tego znaleźć dla dziecka, albo chcesz je wychowywać w duchu zero waste i nagle widzisz co byłoby do tego potrzebne. A może szukasz jakiejś konretnej stylistyki ubrań czy akcesoriów i nie możesz takiej znaleźć? Wtedy w Twoim twórczym umyśle rodzą się pomysły, żeby wyjść tej potrzebie na spotkanie i stworzyć rozwiązanie. Sama pamiętam, jak zachłysnęłam się ideą pieluszek wielorazowych i miałam myśl, żeby prowadzić pokazy w szkołach rodzenia, bo ja w szkole rodzenia nie spotkałam się z tym tematem wcale. Macierzyństwo, to nowa sytuacja, a wszystko co nowe jest inspirujące. 

Czas na refleksję

To dla mnie jeden z największych plusów urlopu macierzyńskiego. Chociaż ręce wciąż są zajętę, głowa często ma wolne. O ile nie stłumisz tego ciągłym gapieniem się w smartfona, to przy karmieniu, usypianiu, na spacerze, myśli uciekają i przynoszą z tych ucieczek niespodziewane rezultaty. Trzeba jednak sobie na to pozwolić – na bycie tu i teraz. Na zapatrzenie się w liście pod butami czy wsłuchanie w dziecko, które właśnie pije mleko. Uważność to niesamowite narzędzie, a na macierzyńskim jest sporo okazji, żeby je doskonalić. To dzięki tym luźnym przemyśleniom doszłam do wniosku, że chcę zmienić model biznesowy, że nie jestem takim typem twórcy, za jaki chciałam się uważać i przepracowałam mnóstwo negatywnych przekonań na temat pasji, biznesu i tworzenia. Wcześniej, kiedy pracowałam umysłowo, po pracy nie miałam tyle “luźnych myśli”, a to właśnie one są skarbnicą pomysłów. Odizolowanie się od dotychczasowej pracy pozwala też spojrzeć na swoje dotychczasowe życie zawodowe z dystansu. Widać wtedy nagle rzeczy, które w ciągłym biegu były niezauważalne. No i ma się w końcu czas pomyśleć o tym, co by się chciało zmienić.

Czas na rozwój

Kiedy byłam w drugiej ciąży robiłam kilkumiesięczny, biznesowy kurs online. Kiedy pierwsza córka była mała, przeczytałam masę książek, i rozwojowych i fabularnych. Przy dziecku jest bardzo mało czasu na to, żeby aktywnie coś porobić, jeśli to zajmuje całą Twoją uwagę i wyklucza obecność dziecka (jak na przykład malowanie farbami olejnymi). Jest za to mnóstwo takich czynności, które zajmują fizycznie (pchasz wózek na spacerze, lulasz dziecko do snu, karmisz piersią) ale zostawiają wolną głowę, którą można zająć myśleniem i wymyślaniem wszelkiego rodzaju, albo zdobywaniem wiedzy. Polecam czytnik ebooków na taką okoliczność, bo jednak zdarzało mi się, że przewracanie strony w wersji papierowej albo było trudne do wykonania (kiedy ma się tylko jedną rękę wolną, nie jest to takie proste) albo… dźwięk szeleszczącego papieru przy uchu dziecka, potrafił je obudzić.

Smakowanie czasu

To, że czasami zajmuję się czymś zupełnie innym niż dzieckiem i domem, pozwala mi do dzieci i domu zatęsknić. Kiedy chociaż przez godzinę jestem głową zupełnie gdzieś indziej, moje akumulatory energetyczne są dużo bardziej naładowane, niż kiedy tkwię cały czas w tym samym układzie. Będąc z dzieckiem non-stop, nie mając chwili oddechu, w końcu zaczynam się czuć przytłoczona i nie potrafię do końca cieszyć się macierzyństwem. Dla mnie praca jest taką odskocznią, bo wtedy mój umysł wpada na zupełnie inne tory i zapala się do innych tematów. Równie dobrze taką odskocznią może być samotne wyjście z domu, choćby do sklepu albo na spacer czy zamknięcie się w łazience na czas dłuższej kąpieli. Oczywiście do tego potrzebna jest osoba do pomocy: mąż, babcia, koleżanka, niania – ktokolwiek, kto może zająć się dziećmi, podczas gdy Ty od nich odpoczywasz.

Nudy nie ma

Jeśli zdecydujesz się na takie połączenie, gwarantuję Ci, że nudzić się nie będziesz! Nie będą też nudzić się z Tobą bezdzietne koleżanki, bo oprócz tematu kupek, zupek i takich słodkich tyci tyci tyci ubranek będziesz miała też inne tematy do rozmowy. Mąż i rodzinka też się nie będą nudzić, w końcu będą Twoją siecią wsparcia. O tym, jak ważna jest pomoc innych i o tym, co możesz zrobić na luzie będąc świeżoupieczoną mamą i przygotowując podwaliny pod pasjobiznes – w następnym wpisie.

Related posts

Post a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *