Podsumowanie 2020

Koniec roku to czas na podsumowania. Domyślam się, że część twórców będzie się wyłamywać z tego schematu, ale dla mnie czas po świętach a przed Sylwestrem, ten wolny czas, to zawsze moment kiedy myślę o tym, jak to było w tym mijającym roku. Podobno ludzie przeceniają to, ile mogą zrobić w rok, a nie doceniają tego, ile mogą zrobić w dekadę. Ja z pewnością do takich należę. Miałam mega ambitne plany na ten rok, ale… zrobiłam je na szczęście trzy. Tak, trzy różne plany: minimum, średni i plan na maxa. Co z tego wyszło?

Trochę prywaty na początek

Ten rok był dla mojej rodziny trudny i mam na myśli głównie kwestie zdrowotne (choć wcale nie chodzi mi tutaj o covid, ten akurat nas ominął). I ja i mój mąż mieliśmy w tym roku dość poważne zabiegi, po których rekonwalescencja była dość długa, bolesna i co tu dużo mówić… tak zwyczajnie męcząca (ja jeszcze jestem w trakcie). Mamy dwójkę malutkich dzieci i niestety chorowanie przy takich dzieciach jest do bani, bo ani nie można się wyspać, ani porządnie odpocząć, a obostrzenia covidowe sprawiły, że lista osób, które mogłyby nam pomóc okrutnie się skurczyła. Ponadto baliśmy się zapraszać kogoś do pomocy albo posyłać starszą córkę do przedszkola przed i po zabiegach, bo wiadomo jak teraz jest – gdybyśmy złapali cokolwiek z gorączką, nie wpuścili by nas na zabiegi.

Życie prywatne potrafi mocno wpłynąć na to, jak wyglądają nasze twórcze działania. Wielokrotnie już pisałam, że podczas wielkich zawirowań życiowych nie polecam dołowania się tym, że nie tworzysz. To tak, jakby uciekając przed drapieżnikiem mieć do siebie pretensje o to, że fryzura Ci się popsuła. Przydaje się tutaj myślenie priorytetami, co wcale nie jest takie proste i oczywiste. Dlaczego? Bo mimo, że ten rok był dla mnie mega ciężki psychicznie i fizycznie, to praca twórcza była dla mojego zmarnowanego umysłu odskocznią i ratunkiem. I dlatego nie zrezygnowałam z niej całkowicie, a tylko odpuściłam sprawy dodatkowe. Wiele osób pyta mnie: ale jak Ty w tym wszystkim dajesz radę pracować i tworzyć? To nie jest aż taki heroizm na jaki z zewnątrz wygląda. Tak naprawdę jest odwrotnie – to dzięki kreatywnej pracy mogę chwilami zapomnieć o bólu, niewyspaniu i… serii niefortuinnych zdarzeń jakie prywatnie u nas miały miejsce, (a jakich Wam tutaj oszczędzę).

Moje trzy plany na rok 2020

Okej, dosyć tej prywaty. Opowiem Wam po krótce o trzech planach na ten mijający właśnie rok, które były ultra proste, ale wcale nie takie łatwe do zrealizowania. Dlaczego trzy? Bo to, czy będę miała czas na pracę nie zależy tylko od tego, czy będzie mi się chciało ruszyć tyłek, ale w dużej mierze od wydarzeń (choroby dzieci i nasze) i pomocy innych osób (niania, mąż, czasami teściowa) na które mam ograniczony wpływ. Nie chciałam więc zrobić sobie planu, który będzie nadambitny, bo mam do tego skłonność. Nie chciałam, bo wiedziałam, że rozczarowanie sobą i swoimi efektami może podkopać moją wiarę w siebie i w to co robię, zwłaszcza teraz, kiedy jestem na początku drogi i testuję mój nowy pomysł na biznes. Zrobiłam więc trzy plany: minimum, na maxa i średniaka.

Plan minimum obejmował regularne działania w social mediach, głównie na Instagramie.

Idąc za radami osób prężnie działających w sieci, chciałam zacząć tworzyć społeczność wokół moich działań inspirujących do twórczego życia. I powiem Wam, że to było wyzwanie. Od krótkich postów, od dodawania zdjęć moich akwareli i krótkich przemyśleń, ewoluowało to do zupełnie nowego modelu, w którym robię mini posty tematyczne na instagramie i dodaję krótkie filmiki (obecnie musiałam zrezygnować z filmików, bo po zabiegu niestety nie mówię jeszcze wyraźnie). To była całkiem ciekawa przygoda, poznałam mnóstwo nowych, niesamowicie twórczych osób, znalazłam wspaniałe marki kreatywne, szalone wyzwania i polubiłam bycie na IG, gdzie jeszcze rok temu nie wiedziałam co ja tam w ogóle robię…

Za każdym razem, gdy moje życie prywatne totalnie się sypało i nie miałam jak zająć się poważniejszymi działaniami, utrzymywałam plan minimum i dodawałam regularnie posty, ale kiedy miałam tylko trochę więcej energii i czasu, realizowałam plan średni, a w nim…

Plan średni obejmował dodatkowo posty na bloga i pisanie newslettera.

I tu zadziała się całkiem ciekawa rzecz. Żeby zapis na newsletter nie był totalnie drętwy, typu “Zapisz się, żebym mogła powiadomić Cię o kolejnych postach”, postanowłam napisać mini e-booka do pobrania za darmo i przez pierwsze miesiące stworzyłam 30 stronnicowy PDF “Jak odnaleźć wenę i zacząć tworzyć?”, który okazał się absolutnym hitem! Pobrało go już ponad 900 osób i lista wciąż rośnie, a komentarze i opinie w wiadomościach prywatnych dodają mi skrzydeł i motywują do działania. Okej, może dla niektórych 900 osób to niewiele, ale zaczynałam z małą społecznością (ok.300 osób na IG i 400 na FB) więc dla mnie ten wynik jest bardzo pozytywny.

Plan na maxa obejmował dodatkowo kanał na YouTube i stworzenie kursu wideo.

Niestety, mimo nagrywania filmików nie ogarnęłam jeszcze YT, i narazie wszystkie nagrania są na Instagramie, a dokładnie na IGTV. Za to kurs wideo okazał się dla mnie niemożliwy do zrealizowania, bo jedyne miejsce, w którym mogłabym nagrywać, to mój dom, a w nim… ciągle są dzieci. I nawet jeśli zajmuje się nimi ktoś inny, to dzieci nie mają funkcji “wycisz” i nagrywanie z ich wrzaskami zza ściany mijało się z celem. Krótkie podcasty, nagrania głosowe czy 15 minutowe filmiki dałam radę ogarnąć, tylko dlatego, że niania brała czasami dwójkę dzieci na spacer.

ALE! Chociaż nie udało mi się przygotować kursu online, to jednak udało mi się stworzyć swój pierwszy produkt. Przez ostatnie kilka miesięcy pracowałam nad e-bookiem “Jak tworzyć regularnie, w zgodzie ze sobą?” Z czego tak na prawdę intensywnie pracowałam nad nim przez ostatnie trzy miesiące, wcześniej to było raczej wybieranie tematu, przygotowywanie konspektu, zastanawianie się nad grupą docelową, testowanie ćwiczeń do e-booka i tego typu przygotowania.

PSST! Jeśli chcesz zgarnąć bonus i zniżkę na e-booka, zapisz się na listę zainteresowanych tutaj:

Mastermind czyli moje odkrycie roku

Podczas przygotowań do e-booka poczułam w pewnym momencie ogromny niedosyt. Strasznie brakowało mi kogoś, z kim mogłabym omówić szczegóły projektu, ale jednocześnie żeby ta osoba chciała słuchać, a nie tylko ziewała podczas słuchania (jak mój mąż:). Pracuję z domu, narazie wszystko ogarniam sama, do tego pandemia, brak odwiedzin chociażby u sąsiadki… Nie miałam z kim pogadać! Kończyło się tak, że zasypywałam moimi pomysłami męża, a ten coraz częściej dawał mi sygnały, że nie chce tyle rozmawiać o pracy. No i przyznałam mu rację.

Poczytałam trochę o mastermindach i postanowiłam, że spróbuję stworzyć taką grupę. Na jednej z biznesowych grup na FB dałam ogłoszenie, zgłosiły się osoby, ale… 3 razy z rzędu przekładały termin. Byłam strasznie rozczarowana, bo żeby zorganizować czas musiałam prosić męża, żeby wrócił wcześniej z pracy i wracał trzykrotnie na marne. Odpuściłam. Za jakiś czas jednak zobaczyłam podobne ogłoszenie, ale tym razem konkretnie dedykowane dla osób, które piszą e-booka. Stwierdziłam, że spróbuję jeszcze raz i to był strzał w 10! Są nas 4 dziewczyny, spotykamy się online co tydzień na godzinę i… śmiało mogę powiedzieć, że bez nich, ten e-book by nie powstał. Oprócz wsparcia merytorycznego, konkretnych rad co ma sens, a co odpuścić, taki mastermind daje też ogromną motywację do działania. Miałam też w końcu kogoś, do kogo mogłam się odezwać, gdy zalewało mnie zwątpienie albo chciałam odpuścić.

Co mnie zaskoczyło?

Oprócz tego, że w życiu prywatnym zaliczyliśmy sporo pereturbacji, bardzo zaskoczyły mnie dwie rzeczy. Pierwsza z nich to Wasza reakcja na mój bezpłatny PDF na temat weny. Serio. Nie spodziewałam się aż tylu miłych słów, aż takiego zainteresowania i odzewu. Rosnąca lista zapisów na newsletter była dla mnie w tym roku czymś, co mocno podnosiło mnie na duchu, kiedy było mi ciężko kontynuować swoją twórczą misję. Bardzo jestem Wam wdzięczna za te wszystkie ciepłe słowa!

Druga sprawa zaskoczyła mnie, ale już nie tak miło. Im dalej w las, w tym większe osłupienie wprawiał mnie fakt, jak wiele pracy jest przy produkcie online. W internetach wciąż krąży fama o tym, jak cudownie sprzedaje się swoje produkty online, jak to leży się pod palmą na hamaku, a pieniądze same spływają z tych onlajnowych biznesów. No więc nie do końca tak jest. I chociaż osobiście nie miałam takich idyllicznych wyobrażeń na ten temat, to jednak myślałam, że najtrudniej, to jest tego e-booka napisać! No cóż, samo pisanie okazało się najprostszym i najprzyjemniejszym elementem, a wcale łatwe nie było! Natomiast cała lista zadań dodatkowych rosła, rosła i właściwie wciąż rośnie, ale mam nadzieję, że mnie nie przerośnie 😉

Czego się nauczyłam?

Ostatnie lata uczą mnie przede wszystkim pokory i 2020 wcale nie był lepszy. Jeszcze kilka lat temu podchodziłam do życia bardzo wojowniczo i dużo od tego życia wymagałam (chociaż od samej siebie też). Jednak minione 3 lata pokazują mi życie z zupełnie innej perspektywy. Coraz więcej jest chwil, podczas których czuję się jak pyłek na wietrze, który dryfuje i nic nie może zrobić. Bo choroba, bo kontuzja, bo migrena, bo dziecko ząbkuje i całą noc nie śpimy. Pokory, dużo pokory mnie nauczył ten rok.

Wciąż uczę się też, że jestem z moim ciałem jednością. Że jeśli nie dam mu odpoczynku, relaksu, chwili wytchnienia, to nic nie wycisnę, a już na pewno nic kreatywnego. Małymi krokami staram się dbać o swoje ciało coraz bardziej, chociaż niestety bardzo ubolewam, że chwilowo nie jestem w stanie dać mu tego, czego najbardziej potrzebuje czyli… snu. Ale mam nadzieję, że to kwestia czasu, że jak dzieciaki podrosną to będzie z tym lepiej i może “już” w przyszłym roku prześpię jakąś noc CAŁĄ!

Jest też coś, co u mnie kuleje od zawsze, ale wyjątkowo zmęczyło mnie w tym roku. To moja niecierpliwość. Jestem raptusem do potęgi n-tej i pomijając już fakt, że jest to denerwujące dla osób z najbliższego otoczenia, to fatalnie taka niecierpliwość wpływa na prowadzenie biznesu. Powoli więc zaczynam się uczyć cierpliwości, planowania, myślenia strategicznego, ale… no właśnie, jest to dla mnie cholernie trudne, bo ja naprawdę chcę wszystko JUŻ! No ale cóż, nikt nie jest idealny, zawsze znajdzie się coś, nad czym trzeba popracować.

Co dalej?

Moje plany na przyszły rok są jeszcze dosyć ogólne, ale parę kwestii jest już pewnych:

  • Potrzebuję nowego systemu działania, bo ten dotychczasowy już mi nie służy. Zadań jest za dużo żeby działać z doskoku i na spontanie, więc muszę nauczyć się lepiej planować. Dlatego też pierwszy raz w życiu kupiłam sobie planer (notatki w telefonie zaczynają wymykać mi się spod kontroli).
  • Wróciła mi ostatnio miłość do fotografii, co pewnie jest zasługą siedzenia na instagramie. Zaczynam się wkręcać w zdjęcia w stylu flatlay i chciałabym aby takich zdjęć na moim profilu IG było więcej.
  • Na pewno też powstanie w tym roku nowy produkt, być może w końcu kurs online. Ale o tym co to będzie i w jakim temacie zdecyduję dopiero po sprzedaży pierwszego produktu, kiedy będę już miała Wasze głosy co Wam się podoba i czego Wam najbardziej potrzeba.
  • A styczeń na pewno upłynie na reklamie i sprzedaży e-booka, do którego dam super zniżkę dla osób zapisanych na listę.

A Ty? Robisz podsumowania czy uważasz to za stratę czasu?

2 replies on “Podsumowanie 2020”

  • Cześć Leno, dziękuję Ci za podzielenie się swoja historią- swoimi refleksjami. Twoje doświadczenie są tak bardzo podobne do moich (na pewnym ogólnym poziomie oczywiście), że bardzo odnajduję swoją drogę w Twoich ścieżkach życiowo-twórczych. Nie wiem jak to się stało, że nie przeczytałam jeszcze Twojego e-booka o wenie. Zaraz to zrobię. Ale zaintrygowała mnie także Twoja historia związana z mastermindem. Już wiem chyba, czego potrzebuję poszukać w tym roku dla siebie. I podobnie jak Ty, ja w tym roku będę pracować nad wytrwałością cierpliwością i koniecznie musze zmniejszyć ilość zadań. I choć pozornie poniosłam porażkę w ubiegłym roku, to jakoś wchodzę w ten 2021 z nadzieją i refleksjami, przekładającymi się na konkretne działania, które już zaczęłam wdrażać. Mam potrzebę łączyć swoją twórczość z edukacją innych w pewnym zakresie, dlatego pewnie profil Twojego działania, tak mocno wpisuje się w moje potrzeby 🙂 Z przyjemnością będę Cię podpatrywać w mediach i dzięki, że zarażasz fajnym podejściem do tworzenia i budowania własnej marki 🙂 Życzę Ci wspaniałego 2021 roku !

    • Jak miło! Życzę Ci dużo sił i kreatywności na ten rok! Coś czuję, że to będzie rok pełen zmian i też jestem pełna nadziei:) Co do porażek…Każde doświadczenie jest cenne, oczywiście ja też wolę te pozytywne, ale po czasie zauważam, że nie zawsze “nie po mojej myśli” jest jednoznaczne z “źle” 🙂 Trzymam kciuki za Twój twórczy rozwój! <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *