Scroll to top

Jak poprawić warunki pracy twórczej i zacząć działać od zaraz?

Życie nie jest sprawiedliwe

Ani lekkie. Ani proste. Ani pozbawione ograniczeń. Kiedy koncentrujesz się na tych zdaniach, najczęściej podświadomie sprawiasz, że Twoje życie jest jeszcze cięższe, a problemy mnożą się szybciej niż karaluchy. Ale to prawda. Gdyby życie było lekkie i sprawiedliwe, wszyscy bylibyśmy zdrowi, wszyscy mieliby co jeść, wszyscy czuliby się szczęśliwi. A przecież tak nie jest. Po co to piszę? Bo jest sporo osób, które nie tworzą ze względu na ograniczenia, które ich dotknęły, na które nie mają wpływu i które stawiają wyżej od swoich kreatywnych potrzeb, marzeń, a nawet szczęścia.

I nie, nie mam zamiaru pisać tutaj, że zawsze można tworzyć, że chociażby huragan zmiótł Ci dom z powierzchni ziemi, zabrał rodzinę, a Tobie połamał wszystkie kończyny, to i tak możesz tworzyć. Nie o to chodzi. Są sytuacje w życiu, które wywracają wszystko do góry nogami i potrzeba czasu, żeby poukładać swoje życie na nowo, i na nowo poszukać w nim miejsca na swoją twórczość. I to nie muszą być wydarzenia negatywne. Urodzenie dziecka czy potężny spadek, którym nagle trzeba zarządzać też mogą namieszać w życiu. Jeśli jesteś w tym miejscu – nie rób sobie wyrzutów – zajmij się ogarnianiem swojej rzeczywistości.

Gdyby tylko…

Ale jeśli jesteś w miejscu, gdzie mimo zdrowia i względnie ułożonego życia, ciągle widzisz jakieś ograniczenia dla Twoich twórczych mocy – czytaj dalej, ten post jest dla Ciebie.

Widzisz, każdy czasami wpada w pułapkę “gdyby tylko”. Gdyby tylko moja pracownia nie była ograniczona do kawałka kuchennego blatu. Gdyby tylko moja praca nie wysysała ze mnie całej energii, tak że nie mam sił na kreatywne zajęcie wieczorem. Gdyby tylko dzieci były już starsze i chodziły do przedszkola, uwalniając chociaż część mojego zabieganego dnia. To są ograniczenia zewnętrzne – nie do końca zależne od nas, bo dwumiesięcznego dziecka nie oddam do żłobka, pracy nie zmienię z dnia na dzień, a wynajęcie pracowni to dodatkowy koszt.

Są jeszcze ograniczenia wewnętrzne, jak np. brak weny, ale o tych będzie osobna seria wpisów, a ten o wenie możesz przeczytać tutaj.

Jak sobie z tymi ograniczeniami radzić?

Przede wszystkim musisz zdać sobie sprawę z tego, że masz wybór. Jeśli brakuje Ci miejsca w domu, możesz wynająć pracownię, albo miejsce w coworku, albo znaleźć sąsiada, który rzadko używa strychu czy garażu i chętnie Ci go użyczy na twórcze działania. Jeśli czujesz w sobie determinację, żeby ten problem rozwiązać usiądź, zrób burzę mózgów z rodziną albo znajomymi, napisz post na fb czego szukasz, porusz niebo i ziemię, żeby znaleźć rozwiązanie. Drąż, pytaj, szukaj kolejnych opcji i nie poddawaj się, aż nie osiągniesz zmiany: być może będzie się to wiązać ze zmianą pracy, być może potrzebujesz na to dodatkowych pieniędzy, być może zanim ta zmiana się zadzieje, miną miesiące. Jeśli Ci zależy – dąż do zmiany i bądź otwarty na różne, nawet te niekonwencjonalne rozwiązania.

Ja kiedyś bardzo chciałam rysować w samotności, a nie miałam warunków. Dogadałam się ze znajomymi, którzy mieli wolny strych i przez lato rysowałam tam na zakurzonym stole, na pustym strychu, pełnym gołębi i kurzu. W zimie nie mogłam tam zostać, ale na czas wiosny i lata to było świetne rozwiązanie. Może nie idealne, bo po nocach nie mogłam rysować ze względu na brak światła – ale w letnie dni długo jest jasno.

Skup się na możliwościach, nie na kolejnych ograniczeniach.

A co jeśli zamiast płacić za wynajem pracowni wolisz kupić materiały malarskie i dwa razy w miesiącu iść do teatru? Ok. To też jest ok. Nie chcesz zmiany, bo wybierasz coś innego. Ale pamiętaj, że to twój wybór. A skoro wybierasz teatr zamiast pracowni – to musisz znaleźć inne rozwiązanie – być może będzie to kawałek kuchennego blatu, być może kąt w przedpokoju, gdzie postawisz małe biurko i będziesz pisać swoją książkę na laptopie, być może będziesz… chować laptopa w szafie w sypialni…

Wiem, brzmi dziwnie, może głupio, ale, no cóż – ja tak robię. Kiedy wstaję rano, obudzona przez dziecko, nakarmię je, a ono (jakimś cudem) pójdzie dalej spać, (podczas gdy ja już jestem głodna i nie mogę zasnąć) biorę szklankę mleka sojowego, wyciągam laptopa z szafy (bo gdyby leżał na widoku drugie dziecko w ciągu dnia na pewno by się do niego dorwało) i w łóżku(!) o 6 rano piszę dla Ciebie ten post. Przykro mi, jeśli rozczarowuję Cię tą wizją – być może wyobrażasz sobie, że skoro uparłam się na pracę zdalną, to piszę do Ciebie z urokliwej, malezyjskiej wyspy, popijając mango lassi i leżąć w hamaku. No nie. Siedzę w piżamie poplamionej mlekiem i staram się cichutko stukać w klwiaturę, żeby nie obudzić dziecka. Ale piszę. I wiesz co? Te warunki nie istnieją, bo ja w tej chwili cała jestem pisaniem. I jeśli ktoś by mnie zapytał, czy nie wolałabym teraz leżeć na hamaku w Malezji, to możesz mi nie wierzyć, ale nie – nie wolałabym. Bo chcę mieć dzieci. Chcę spędzać z nimi czas. Chcę mieć dom w Polsce – tak wybrałam. Dlatego nie biadolę, bo wiem, że to jest mój wybór.

Żeby ułatwić znalezienie rozwiązania, pozwól że zadam Ci dwa kluczowe pytania:

Czego potrzebujesz i dlaczego akurat tego?

Może się to wydawać dziwne, ale czasami potrzebujemy czegoś innego niż nam się wydaje. Weźmy przykład z osobnym pomieszczeniem na twórczość. Być może myślisz, że potrzebujesz osobnego pomieszczenia, bo chcesz pracować w ciszy. Jeśli to cisza jest kluczowa, może rozwiązaniem okaże się wstawanie przed dziećmi i chodzenie potem spać razem z nimi o 20. Ale może być też tak, że potrzebujesz osobnego pomieszczenia, bo potrzebujesz więcej miejsca. Wtedy może warto wynieść fotel z sypialni i w ten sposób uwolnić przestrzeń? A może zwyczajnie masz dość domu? Jeśli pracujesz zdalnie, albo wychowujesz małe dzieci, po całym dniu w domu, możesz mieć ochotę po prostu z niego wyjść. Być może rozwiązaniem będzie wtedy wizyta w kawiarni czy czytelni w bibliotece miejskiej, a może ławka w parku lub koc na pobliskiej łące. A może chodzi o to, żeby nikt nie zaglądał Ci przez ramię, czyli o chwilę samotności?

Kiedyś mieszkałam z mężem i córką w kawalerce. Nie było osobnej kuchni, więc gdy chciałam pomalować… czasami chowałam się w toalecie. To nie były długie godziny, raczej 30-60 minut, ale wtedy i tak nie miałam więcej czasu, a w łazience miałam przynajmniej pewność, że nikt nie zerknie mi przez ramię – czego szczerze nie cierpię.

Problem może leżeć jeszcze gdzie indziej: może inne pomieszczenie jest konieczne, bo np. Malujesz farbami olejnymi, których zapach przeszkadza domownikom. Może rozwiązaniem będą eksperymenty z innymi technikami, np. akwarelami? (O tym, dlaczego akwarele to moja ulubiona technika, możesz przeczytać tu). A może grasz na pianinie i wstydzisz się, że inni słuchają twoich prób? Sprawdź wtedy czy możesz do niego podłączyć słuchawki.

Jak widzisz doprecyzowanie tego, GDZIE leży problem może skierować Twoje myśli na zupełnie inne tory i pomóc w znalezieniu rozwiązania na już. Być może rozwiązanie nie będzie spektakularne, piękne i warte opublikowania na insta. Ale pamiętaj, chodzi o to, żeby tworzyć. Gra jest warta świeczki.

I tak – to może być chwilami zwyczajnie smutne. Ta świadomość, że w tak kiepskich warunkach przychodzi Ci pracować nad kreatywnymi pomysłami. Ale potrzeba tworzenia potrafi być jak głód, a kiedy jest się głodnym, nie myśli się o warunkach, tylko o jedzeniu. I jasne, poziom przyjemności jest inny – inaczej maluje się w przestronnej pracowni, a inaczej klęcząc nad obrazem obok kibla. Tak samo jest różnica między zjedzeniem kanapki stojąc w kolejce na brudnym dworcu, a zjedzeniem kanapki w ogródku kawiarni, pełnej kwiatów i uśmiechniętych osób wokół. Jednak nie zawsze da się być w tym lepszym miejscu i niech Cię nie zwiedzie myśl, że tylko wtedy można tworzyć.

Jest też jasna strona medalu. A nawet dwie. Pierwsza z nich: pomyśl ile ciekawych rzeczy możesz zrobić tylko dlatego, że nie możesz w tej chwili zrobić innych ciekawych rzeczy.

Ja na pewno nigdy nie przekonałabym się, że chcę się poświęcić akwareli, gdyby nie ostatnie miesiące, kiedy była ona jedyną techniką, w jakiej byłam w stanie malować przy dwójce małych dzieci. Jestem w gorącej wodzie kąpana i wszystkiego chcę próbować od razu, od razu zmieniać i eksperymentować. Brak takiej możliwości zmusił mnie (paradoksalnie) do zakochania się w akwareli jeszcze mocniej i do udoskonalenia tej techniki, a także do znalezienia papieru, który porwał moje serce. Wszystkie te pozytywy miały miejsce tylko dlatego, że chwilowo nie mogłam działać inaczej.

A drugi pozytyw? Spójrz z lotu ptaka na swoją sytuację. Te trudne chwile, tak samo jak te piękne – składają się na Twoją historię. W dążeniu do celu szalenie ważne jest to, mimo czego pójdziesz dalej. Jakie bariery przełamiesz, ile przetrwasz, co zmienisz w swoim życiu, żeby kontynuować. To właśnie te kłody pod nogami piszą nasze historie. Bez tego, nie widać że nam zależy. Bez tego, nie ma bajki, zostaje tylko puste zdanie żyli długo i szczęśliwie, a przecież cały smak zawierają przygody, które do tego zakończenia prowadzą.

Jeśli wydaje Ci się, że wielcy twórcy mieli idealne warunki do tworzenia… cóż, jesteś w błędzie. Wiele genialnych prac powstało właśnie z braku lepszych możliwości! Beksiński malował na płytach o określonych rozmiarach, bo takie mieściły mu się do skrzyni w składziku, a nie miał miejsca na większe obrazy. Rauschenberg w czasie studiów pracował jako… śmieciarz! I właśnie ta praca spowodowała, że zainteresował się przedmiotami, które potem były częścią jego prac. Poszukaj, przykładów jest ich mnóstwo.

Pokaż, że Ci zależy

Są momenty kiedy jest trudniej, ale to wciąż jest Twoje życie. Jeśli nie możesz tworzyć tyle ile pragniesz, albo tam gdzie pragniesz, doceń chwilowo inny czas i inne warunki, robiąc co się da, żeby to zmienić w przyszłości. Jasne, trzeba w miarę możliwości organizować życie tak, żeby było tej przestrzeni na tworzenie więcej, żeby warunki były lepsze, ale kiedy chwilowo nie ma, to pamiętaj, że to jest wyzwanie dla Twojej kreatywności. To rękawica rzucona na pojedynek. Pokaż jak bardzo Ci na tym zależy, pokaż że się nie poddasz. I to nie znaczy od razu działania na pełnych obrotach.

Kiedy urodziłam drugie dziecko, miałam wrażenie że już na nic nie będę mieć czasu przynajmniej przez rok. Postanowiłam, że jeśli dzieci będą miały drzemkę w tym samym czasie – to ja wtedy olewam robienie obiadu i maluję. Co jadłam? Kanapkę? Banana? Jajecznicę na szybko? Był moment, że się śmiałam, że moja córka będzie chciała zostać cały dzień w przedszkolu kiedy się dowie ile ma tam wspaniałych posiłków. Jeść trzeba – oczywiście, ale gotować już niekoniecznie. Z czasem próbowałam robić sosy na dwa dni, zupy na dwa dni, albo przygotować coś wieczorem. Ale bez względu na to czy to się udało czy nie – czas drzemki dwóch naraz był dla mnie święty, chociaż i tak nie zdarzało się to codziennie. Minęły 4 miesiące a ja namalowałam w ten sposób kilkanaście akwareli. Mało, ale mogłam nie namalować żadnej, mówiąc, że się nie da.

Znajdź dla siebie morze wyrozumiałości

Nie wymagaj od siebie niemożliwego. Jeśli w danej chwili masz ograniczone możliwości – skorzystaj z nich i nie miej do siebie pretensji, że nie jest idealnie. Nie musi, ważne że trzymasz się kursu, ważne, że nie wypadasz z gry. Należą Ci się gratulacje. Serio.

A teraz… do roboty!

Related posts

Post a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *